Prawa cywila i dzieci-śmieci. Czyli o tym, że kto daje i zabiera…

Nervous businessman…ten się w piekle poniewiera. Albo – jest zleceniodawcą. Praca na podstawie umowy cywilnoprawnej rządzi się bowiem swoimi prawami. Jakie ma przywileje i obowiązki zatrudniony „cywil”? Czy młodzi ludzie zatrudnieni na umowę-zlecenie to „dzieci-śmieci”? Dzisiaj o różnicach między zleceniem, a etatem.

Kto w wieku 26 lat może pochwalić się 8 letnim stażem pracy? Chyba tylko ci, którzy już za czasów licealnych założyli własną firmę. A cała reszta? Do oporu dryfuje od zlecenia do zlecenia – żeby nie musieć płacić składek, żeby mieć większą wypłatę albo żeby w ogóle jakąś mieć. A potem? Sprawy zaczynają się komplikować… Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie – mieć czy być? Żyć chwilą, czy myśleć o przyszłości? Carpe diem czy memento mori? Stała posadka czy freelanserskie „fuchy”? Były takie czasy, kiedy trzecia umowa podpisana z tym samym pracownikiem musiała być umową o pracę. Były, minęły. Dziś nie zawsze pracodawcy dają możliwość wyboru formy zatrudnienia swoim stałym pracownikom. Choć wszystkich traktują tak samo… A etat? Nadal jest niedoścignionym marzeniem większości absolwentów, którzy na pytanie o formę i rodzaj pracy odpowiadają z kwaśną miną „wiadomo – śmieciówka”. Moim zdaniem – lepiej mieć dobre zlecenie, niż kiepski etat. Najgorzej? Być etatowym pracownikiem na umowie cywilnoprawnej.

Bliźnięta syjamskie. Nieraz bowiem oferowana przez pracodawcę umowa- zlecenie łudząco przypomina tę o pracę, a jedyna różnica, którą dostrzeże wprawne oko to – nagłówek. Godziny pracy, wypełnianie obowiązków według wskazówek przełożonego, opłacane składki na ubezpieczenia społeczne, płatny urlop – jednym słowem, etat pełną gębą. Który może zakończyć się wysłaniem maila lub krótkim telefonem, ponieważ zleceniodawcy zatrudniający pracowników (sic!) na zlecenie, najczęściej przypominają sobie o warunkach umowy dopiero wtedy, gdy chcą ją rozwiązać. A umowy cywilnoprawne rządzą się przecież swoimi prawami…

Osoby trzecie. Przychodzi pracodawca do firmy a tam – zamiast sekretarki – jej ciocia, na miejscu marketingowca – jego kumpel ze studiów, a w delegacje pojechała teściowa zastępcy. Niemożliwe? Nie do końca! Zleceniobiorcom przecież także przysługuje prawo zlecania – mogą więc przekazać wypełnienie obowiązków wybranym przez siebie, kompetentnym osobom trzecim. Zobowiązują się oni bowiem do tego, że zlecenie zostanie wykonane. Ale niekoniecznie do tego, że będzie wykonane w 100% przez nich.

Person under pile of documents

Wiem, sam powiem. Kasiu, wydrukuj mi to proszę. Stasiu – skocz szybko na pocztę. Piotrze – rozmawiając z klientem używaj tej formułki. Polecenia szefa. Każdy wie, że trzeba się do nich stosować – w końcu to o jego biznes chodzi i on ma być zadowolony z naszej pracy. O ile ma się z nim podpisaną umowę o pracę. Tym, którzy pracują na zleceniu przysługuje jednak prawo (a może nawet obowiązek) do własnej organizacji pracy. Innymi słowy – „dzieci śmieci” są samodzielnymi pracownikami. Mogą decydować o tym, jaki sposób pracy jest dla nich najkrótszą i najefektywniejszą drogą do zrealizowania zlecenia. I bynajmniej – wcale nie muszą być na każde zawołanie szefa.

Komu bije dzwon? A tym bardziej stawiać się w biurze na konkretną godzinę. W przypadku umowy cywilnoprawnej zleceniodawca (a nie pracodawca!) nie może organizować podwładnemu dnia pracy. Jeśli oczekuje od Ciebie, że będziesz o 8:00 siedział przed monitorem, po 16:00 wyrabiał nadgodziny, a w międzyczasie wypełniał miliony jego poleceń i stosował się do każdej wskazówki – wówczas powinien zaproponować Tobie etat. Jeśli jesteś na „śmieciowej” (przynajmniej w teorii) możesz sam decydować o tym, kiedy zlecenie będzie przez Ciebie realizowane – pod warunkiem oczywiście, że będzie zakończone na czas.

Wbrew powszechnej nagonce na „umowy śmieciowe” – mają one wiele zalet. Stwarzają możliwość większej samodzielności i własnej organizacji pracy. Pozwalają na korzystanie ze wsparcia osób trzecich. Sprzyjają zadaniowemu systemowi pracy i płacy. Oczywiście pod warunkiem, że obie strony przestrzegają obowiązujących w nich zasad i akceptują ich charakter. Może zatem, zamiast czekać z utęsknieniem na zmianę nagłówku w umowie, lepiej jeszcze raz dokładnie przeczytać swoją „śmieciówkę” – bo być może oferuje ona więcej, niż Wam się wydaje.

Share on Facebook Tweet this

Zobacz także...